System został tak skonstruowany żebyś się nad tym nie zastanawiał, żebyś o tym nie myślał i nie był świadomy, żebyś nie miał nawet ochoty ani czasu tego robić
Niektórzy z was już się domyślają, podczas gdy inni całkowicie zaprzeczają, po to tylko, by reszta była zupełnie pewna tego, że wszyscy jesteśmy niewolnikami. W rzeczy samej: jesteś, jesteście, jesteśmy niewolnikami. A Auschwitz, Treblinka i Majdanek stoją tylko po to, żebyś miał złudne, odwrócone wrażenie wolnego człowieka, który przecież idzie, gdzie chce, robi, co chce i kształci się w takim kierunku, w jakim mu się podoba… Za przeproszeniem – to gówno prawda! 90% Twoich ruchów zostało już dawno przewidzianych i zaplanowanych tak, abyś myślał, że wszelkie podejmowane przez Ciebie decyzje należą wyłącznie do Ciebie.
Ci na górze, ci tak zwani „oni”, zawsze będą rządzić tymi na dole – tak zwanymi „nami”.
Raz w życiu uwikłałem się w politykę i pomoc, jak mi się wtedy wydawało, słusznej sprawie. Kukiz fajnie śpiewał, więc dałem się przekonać. Pamiętacie akcję, kiedy wyszli jako pierwsi bez krawatów i z podwiniętymi rękawami koszul? Przepraszam, przyczyniłem się do tego, że weszli do Sejmu tym tanim, wydawałoby się, chwytem. A jednak. Wszyscy dali się nabrać i pomyśleli – świadomie bądź podświadomie – że te Kukizy to spoko, równe goście są. Że są tacy jak my, nie są sztywni, mówią naszym językiem i razem w końcu pogonimy tę hołotę.
Zanim się zorientowałem, że ci równi goście są równie zepsuci co cały Sejm i Senat, było już za późno i machina ruszyła. Jednak to doświadczenie jest doskonałym przykładem do poniższego wpisu, z którym na pewno warto się zapoznać.
Kiedy patrzymy na zachowania ludzi wokół nas, łatwo wpaść w złość albo uznać, że świat zwariował. Dlaczego jedni bez mrugnięcia okiem wierzą we wszystko, co usłyszą w telewizji, inni bez przerwy kombinują, jak oszukać system, a jeszcze inni potulnie znoszą najbardziej absurdalne przepisy? To nie są przypadkowe cechy charakteru. Każdy z nas rodzi się w określonym miejscu na ziemi i od małego nasiąka programem – wzorcem społecznym, który dyktuje mu, jak ma żyć, kogo się bać i komu ufać. Dla tych, którzy stoją na samej górze piramidy władzy – dla polityków, wielkich korporacji i globalnych elit – ta wiedza to nic innego jak instrukcja obsługi ludzkości. Rządzący nie muszą kontrolować nas siłą. Kontrolują nas, bo dobrze wiedzą, że jesteśmy niewolnikami swoich słabości i nawyków, które rządzą poszczególnymi grupami. Spójrzmy na to po ludzku, na chłodno, rozbijając te wzorce na konkretne regiony świata i pokazując mechanizmy, jakimi jesteśmy rozgrywani.
Każda kultura wykształciła swój własny, unikalny mechanizm adaptacji, a to, co w jednym kraju jest normą, w innym uznano by za czyste szaleństwo. Spójrz najpierw na nasze własne podwórko, czyli Europę Środkowo-Wschodnią. To model oparty na defensywie i chronicznej nieufności, gdzie ludzie dzielą świat na nienaruszalną, świętą sferę prywatną oraz wrogą, niebezpieczną przestrzeń publiczną związaną z państwem i urzędami. Nie ufamy nikomu z zewnątrz. Prawo traktujemy jak opresję, którą tradycyjnie należy obejść, i stąd bierze się nasz kult kombinowania, załatwiania spraw po znajomości i systemowego cwaniactwa, uważanego u nas za szczyt zaradności życiowej. Towarzyszy temu jednak silna wyuczona bezradność – poczucie, że jednostka i tak nic nie zmieni, co rodzi bierność i postawę roszczeniową. Za przeproszeniem numer dwa, to gówno prawda, że nie mamy wyjścia, ale system bardzo dba o to, żebyś tak właśnie myślał.
Z kolei w modelu południowoamerykańskim fundamentem wszystkiego jest rozbudowana rodzina oraz lojalność wobec lokalnej społeczności lub lidera, stojąca daleko ponad jakimkolwiek prawem państwowym. Ludzie ci żyją skrajnymi emocjami, a ich rzeczywistość jest głęboko przesiąknięta religijnym lub magicznym fatalizmem. Przekonanie, że los człowieka jest z góry zapisany, idealnie symbolizują słynne powiedzenia mówiące, że coś zrobi się jutro, albo wydarzy się tylko wtedy, gdy Bóg pozwoli. Powoduje to kompletny brak długoterminowego planowania i skupienie się wyłącznie na przetrwaniu dzisiejszego dnia. Więzi osobiste są tu silniejsze niż lojalność wobec państwa, co sprawia, że korupcja czy nepotyzm nie są tam postrzegane jako przestępstwo, ale jako naturalny, wręcz moralny obowiązek pomagania swoim.
Zupełnie inaczej wygląda model zachodni i urzędniczy w krajach anglo-saskich. To świat, w którym porządek, litera prawa, procedury i opinia większości stanowią najwyższą świętość. Ludzie pod wpływem tego wzorca wykazują niemal ślepe zaufanie do autorytetów instytucjonalnych, urzędników i oficjalnych ekspertów, a swoje poczucie bezpieczeństwa czerpią z faktu, że na wszystko istnieje odpowiedni formularz i paragraf. Bezdyskusyjnie wykonują odgórne polecenia i wytyczne, a na każdą próbę wyłamania się ze schematu reagują lękiem lub obywatelskim donosem. Ich konformizm jest przy tym maskowany pięknymi hasłami o odpowiedzialności społecznej. Na samym końcu tej skali znajduje się kolektywizm azjatycki na Dalekim Wschodzie, który bezwzględnie zakłada, że pojedynczy człowiek ustępuje miejsca dobru ogółu – państwa, korporacji czy rodziny. Jednostka żyjąca w tym systemie panicznie boi się przynieść wstyd swojej grupie. Ludzie ci są skrajnie zdyscyplinowani, pracowici i zdolni do gigantycznych wyrzeczeń. Nie kwestionują decyzji przełożonych ani rządu, tłumią własne pragnienia i emocje, a sens życia odnajdują w perfekcyjnym odgrywaniu narzuconej im roli.
Rządzący doskonale wiedzą, w jaki sposób myśli dany naród, i nie muszą zmieniać naszych zachowań siłą. Wystarczy, że nacisną odpowiedni guzik w naszych nawykach, byśmy posłusznie zrobili dokładnie to, czego od nas oczekują. W społeczeństwach zachodnich, gdzie konformizm i opinia grupy są kluczowe, elity rządzące używają inżynierii społecznej polegającej na subtelnym szturchaniu i dawaniu impulsów. Zamiast wprowadzać twarde zakazy, tworzy się potężną presję otoczenia. Podczas wszelkich kampanii medialnych uruchamia się narrację mówiącą, że ogromna większość odpowiedzialnych obywateli już coś zrobiła, i zadaje się perfidne pytanie, czy chcesz być tym egoistą, przez którego ucierpią inni. Rządzący wiedzą, że człowiek z tej grupy panicznie boi się ostracyzmu, więc podporządkuje się każdemu, nawet najbardziej nielogicznemu przepisowi, byle tylko sąsiedzi nie uznali go za aspołecznego odmieńca. Czy to nie jest tani chwyt? A jednak wszyscy dają się nabrać.
W regionach, gdzie ludność żyje emocjami i wierzy w przeznaczenie, elity stosują z kolei mechanizm populizmu i podziałów plemiennych. Pojawia się charyzmatyczny przywódca, który mianuje siebie obrońcą uciśnionych i wskazuje palcem jednego, konkretnego wroga – na przykład zagraniczny kapitał lub inną grupę społeczną. Rządzący wykorzystują klanową strukturę myślenia: my jesteśmy dobrzy, oni są złorzeczący. Ludzie, kierowani czystą emocją i lojalnością wobec lidera, oddają mu pełnię władzy i wybaczają gigantyczną korupcję w jego rządzie, bo podświadomie wierzą, że ich człowiek walczy z demonami. Z kolei aby zablokować jakąkolwiek oddolną rewolucję czy bunt wewnątrz korporacji i urzędów, elity celowo komplikują system prawny i formalny. Kiedy obywatel próbuje walczyć o swoje prawa lub wskazać absurd w działaniu systemu, maszyna państwowa nie wchodzi z nim w dyskusję merytoryczną. Zamiast tego topi go w formalnościach, informując, że wniosek został złożony na złym formularzu, brakuje pieczęci lub trzeba czekać trzydzieści dni. Rządzący wiedzą, że człowiek sformatowany przez ten wzorzec ostatecznie się podda, bo system zaszczepił w nim przekonanie, że procedura jest świętością, z którą jednostka nie ma szans wygrać.
Na naszym rodzimym rynku rządzący wykorzystują strategię chaosu informacyjnego oraz naszą wyuczoną bezradność. Wiedzą, że potrafimy głośno narzekać przy stole, ale rzadko wychodzimy na ulicę w zorganizowany sposób. Wprowadzając niekorzystne reformy podatkowe czy gospodarcze, piszą przepisy tak skomplikowanym, niejasnym językiem, by przeciętny człowiek uznał, że i tak tego nie ogarnie i poddał się na starcie. Zamiast buntu, człowiek zaczyna szukać luki, by przyoszczędzić albo dorobić w szarej strefie. Rządzący zacierają ręce: dając ludziom mały margines na kombinowanie, idealnie kanalizują ich gniew. Człowiek cieszy się, że oszukał system na kilkaset złotych, zupełnie nie zauważając, że ten sam system właśnie zabrał mu z kieszeni grube tysiące.
90% Twoich ruchów zostało już dawno przewidzianych i zaplanowanych tak, abyś myślał, że wszelkie podejmowane przez Ciebie decyzje należą wyłącznie do Ciebie. Największym sukcesem systemu jest to, że większość ludzi uważa swoje reakcje za całkowicie własne i niezależne. Nie widzą, że poruszają się po szynach, które ktoś wybudował w ich głowach dekady temu. Kiedy jednak zdejmujesz okulary uwarunkowań społecznych i zaczynasz patrzeć na rzeczywistość z zimną krwią, zyskujesz potężną przewagę. Przestajesz reagować ślepym gniewem, nie dajesz się nabrać na medialne straszaki i nie kupujesz sztucznie wywołanych konfliktów. Zaczynasz widzieć sznurki, za które pociągają marionetkarze na górze. I dopiero wtedy, w tym punkcie totalnej świadomości, zyskujesz realną szansę, by zacząć grać we własną grę, na własnych, nienaruszalnych zasadach.
P.S. Jeżeli moje artykuły wydają się Tobie interesujące to podawaj je proszę dalej, być może w ten sposób wspólnie zwiększymy czyjąś świadomość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz